}

wtorek, 6 listopada 2018

Benefit, Podkład Hello Happy z łagodnym efektem blur

Podkładów u mnie dostatek i kiedy latem na rynku pojawił się nowy podkład Benefit Hello Happy obiecałam sobie i
 Wam wielki test. To wstęp do kolejnych testów podkładów innych marek. Tymczasem pora na roześmianą twarz!


"Witaj, Ślicznotko! Ten podkład o wyjątkowo lekkiej teksturze wygładza i ujednolica karnację,
ukrywając niedoskonałości dzięki efektowi miękkiego optycznego zamglenia".

Na co dzień noszę lekkie podkłady, stawiam na komfort i naturalność. Najlepiej na mojej mieszanej, 
dojrzałej cerze sprawdzają się wodne formuły. Z wiekiem odchodzę od matów, choć nie wyobrażam 
sobie nie przypudrować noska, strefa T to moja zmora! Zdrowy, naturalny mat to rzadkość wśród 
podkładów. Hello Happy wtapia się w skórę dając efekt naturalnie matowego wykończenia i oferuje 
przy tym przyjemne uczucie lekkości, skóra na nim swobodnie oddycha. Balans jest zachowany! :)



Na sam widok Hello Happy 139 zł (30 ml) buzia sama się uśmiecha. Opakowanie, które budzi tylko 
pozytywne emocje, w estetyce marki totalnie mnie kupuje. Formuła jak obiecuje producent jest 
lekka, wodnista, wręcz lejąca. Przed użyciem zaleca się plastikową buteleczką z podkładem dobrze
 wstrząsnąć. Najlepiej i najwygodniej nakładać go gąbeczką typu beauty blender. Daje to gwarancję 
doskonałej, równomiernej aplikacji, bez smug i plam, podkład ten magicznie łączy się ze skórą!



Do wyboru mamy aż 12 odcieni, od bardzo jasnych, porcelanowej jedyneczki przez beże z mniej lub
 bardziej żółtymi tonami, wreszcie po oliwki i czekoladki :P Przekrój kolorystyczny dopasowano do
różnorakich karnacji a numeracja jest dziecinnie łatwa. Latem na lekko opalonej cerze używałam 2-ki, 
która w gamie wydaje się być najbardziej neutralnym odcieniem. Teraz z kolei sięgam po jedynkę i 
ten odcień Wam właśnie pokażę. Równie przyjemna jest 4-ka, numerki 5 i 6 to już ciemniejsza półka.



Zarówno latem, które nam dopisało jak i w deszczową ostatnio aurę Hello Happy sprawował się 
wyśmienicie. Praktycznie niewyczuwalny na skórze, pozwalający poczuć się dobrze zapewniał 
komfort przez długie godziny. Co dla mnie ważne, podkład nie podkreśla zmarszczek czy suchych 
skórek, daje się odczuć nawilżenie, ale sebum jest pod kontrolą. Z uwagi na jego niskie SPF, tylko
 15 dodatkowo zabezpieczałam się wysokim filtrem, świetnie im się ze sobą współpracowało! :)



Podkład ten przepięknie ujednolica cerę,  subtelnie kryje niewielkie niedoskonałości, zaczerwienienia i 
przebarwienia. Efekt jest półmatowy, powiedziałabym nawet, że satynowy. Poziom zaawansowania
(na sobie mam jedną, cienką warstwę!) równa się średni i w pełni mnie zadowala. Nakładam go bez 
obaw również pod oczy i na powieki, aby wyrównać ich koloryt. Cera jest świeża, promienna i taka 
gładziutka, lekko zmatowiona z tak zwanym efektem blur czyli efektem lekkiego zamglenia... 

Od lewej nr: 1,2 i 3; na twarzy odcień 1


Drobne cząsteczki tworzą bowiem na skórze, bardzo lekki, niewidoczny film a mikrosfery odbijające 
światło niwelują niedoskonałości i nierówności skóry. Nie bałam się też, że tu czy tam podkład się 
wytrze, nie wchodził też w pory, nie kaprysił i nie uczulał (ma neutralny zapach). Jeśli jednak macie 
problem z porami polecam użyć zawczasu bazy na przykład ten tradycyjnej marki Benefit  - The 
POREfessional lub jeżeli wolicie dla rozświetlenia cery - POREfessional Pearl Primer KLIK.


 Sam efekt, trwałość i wydajność są godne pochwały. Hello Happy to po prostu fajny podkład na co dzień i tyle 
w tym temacie! Wkrótce Święta - Benefit w tym roku przygotował bajeczne zestawy, w sam raz na prezent! :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za każdy pozostawiony komentarz :)
Na wszystkie pytania odpowiem pod danym postem.
P.S. Spam i autoreklama będą usuwane!!!