}

środa, 11 stycznia 2017

Origins, RitualiTea NOWE MASKI

Ostatnie dni nie rozpieszczają. Ujemne temperatury, nie mówiąc już o smogu, mróz i wiatr odbiły się 
na moim zdrowiu, stanie skóry i ogólnym samopoczuciu. Skóra stała się przesuszona, nadwrażliwa,
a przecież dbam o nią najlepiej jak umiem... Balsamuję, peelinguję, nanoszę treściwe, odżywcze 
formuły. To wszystko mało! Nakładam maseczki, na twarz i ciało, tak dobrze czytacie, na ciało!


"W dzisiejszych czasach coraz bardziej doceniamy naturalne składniki. Począwszy od produktów spożywczych 
pochodzących z domowych upraw, aż po przedmioty codziennego użytku. Zauważając, że trend ten
staje się coraz bardziej powszechny, marka Origins wierzy, ze współczesna kultura  tworzenia powinna 
wkroczyć także w obszar pielęgnacji skóry. Mechanizm ten został określony jako jeden z głównych 
trendów zmieniających branżę kosmetyczną w przeciągu najbliżej dekady. Nowa empiryczna kolekcja
 marki Origins RitualiTea™ umożliwia przejęcie kontroli nad procesem tworzenia maseczek oraz 
inspiruje do ucieczki od dnia codziennego, by wejść  w zmysłowy, herbaciany świat"



Marka Origins słynąca z jednych z najlepszych masek na świecie  rozszerzyła ich gamę o kompozycję
 RitualiTea - nowe maski czerpiące z bogactwa herbaty, maski do twarzy w proszku i odpowiadające
im maski do ciała. Na linię  RitualiTea™ składają się cztery rodzaje maseczek. Pierwsza z zieloną 
herbatą,  najpopularniejszą w kosmetyce. Herbatka Matcha Madness™ - bogata w antyoksydanty 
odżywcza mieszanka, która pomaga się zrelaksować i przywrócić zdrowy wygląd, jednocześnie
 kojąc i pielęgnując zmysły dzięki lekkiemu zapachowi zielonej herbaty. Być może wiecie, że
wysokiej jakości zielona herbata zawiera teaninę – aminokwas, który łagodzi stres, wspomaga
skupienie i wspiera stan relaksu. Matcha jest wysoce cenioną częścią kultury japońskiej i została
 spopularyzowana przez mnichów buddyjskich wieki temu, kiedy to używano ja do poprawienia
jakości świadomej medytacji oraz uwaga dla zwiększenia czujności. Uwielbiam zieloną herbatę w
każdym wydaniu, pijam codziennie, może nie litrami, ale filiżankę czy kubek z największą ochotę.


Czarnej herbaty praktycznie nie ma w moim domu, ale dla jej koneserów polecam maski z herbatą
 Ulung oraz przyprawami chai Oolong-La™.  Ta oczyszczająca mieszanka delikatnie złuszczy skóry 
by pozostała czysta i gładka. Czarna herbata i pikantne nuty kardamonu i cynamonu ogrzeją 
natomiast nasze zmysły i ciało w najzimniejszy dzień. Polifenole zawarte w liściach herbaty ulung 
pomogą zwalczać wolne rodniki w ciele. Herbata ulung znana jest od XX wieku, a w XIXw. Królowa
 Anglii nazwała ja „Orientalnym pięknem”. Obecnie pozyskiwana jest w Chinach, gdzie przetwarza 
się ją  używając unikatowych, rzemieślniczych technik przekazywanych z pokolenia na pokolenie. 
Herbatka Rooibos dotąd kojarzyła mi się z odchudzaniem czyli niczym przyjemnym. A to miłe 
zaskoczenie - maseczki z herbatą Rooibos i Różą Feeling Rosy™  poprawiają nastrój - ach ten świeży
 zapach róż i herbaty -  pomagają odzyskać młody wygląd kojąc skórę. Rooibos zawiera hydroksykwasy 
oraz cynk, które potrafią pokonać różne problemy skórne. Rooibos pochodzi z Południowej Afryki i 
wykorzystywany był przez wieki już przez rdzenne plemiona przede wszystkim w celach zdrowotnych.



"Cztery maseczki do twarzy w proszku RitualiTea™ Powder Face Mask są pierwszymi produktami 
marki Origins, które można zrobić samemu. Każda z nich może indywidualnie dopasować się do stylu 
życia, typu skóry, pożadanych efektów. Bogaty w antyoksydanty proszek, z naparem z herbaty, 
przemienia się w miekki krem, gdy tylko zmieszamy go z woda. Wielofunkcyjne maski RitualiTea™ 
Cleansing Body Mask to zmysłowo–kremowy, złuszczający zabieg bogaty w antyoksydanty oraz 
naturalnie złuszczające cukry, które sprawiają, ze ciało jest gładkie i pełne energii. Maseczki do 
twarzy i ciała RitualiTea™ zawierają charakterystyczna dla marki mieszankę liści herbaty i naturalne 
 składniki, które dostarczają skórze wzmacniającą dawkę energii oraz zmysłowe doznania. Ten
 drobnoziarnisty proszek, dociera do większęj powierzchni skóry, dbając tym samym o każdy jej centymetr".


I ostatni duet z Yerba Mate i cytrusami Mind Over Mate™. Niezwykle orzeźwiająca mieszanka, ale
w sam raz na zimową porę i wbrew temu co pisze producent, że chłodzi pod prysznicem rozgrzewa
do granic możliwości! Jednocześnie pobudza a cytrusowy, świąteczny zapach stymuluje jeszcze
bardziej. Uważa się, że Yerba Mate jest bogata w minerały, antyoksydanty, aminokwasy oraz
polifenole, które zwiększają jasność umysłu i jego energie. Coś w tym jest, choć pierwsze co to
maska rozjaśnia skórę. Yerba Mate pochodzi z Południowej Ameryki, gdzie tradycyjnie jedną tykwę
tej herbaty dzieli się między przyjaciółmi, aby zbudować więź wspólnoty i poszerzyć przyjaźń. To
jeden z najbardziej popularnych napojów na świecie dzięki swojemu różnorodnemu użyciu, ten temat
 chyba muszę zgłębić ;) Nie doceniałam tego napoju, nie miałam niestety przyjemności kosztować.
Nic nie szkodzi, maski wynagrodziły te braki a na pewno pobudziły mój apetyt i energię. Maska -
peeling -  bo tak należy ją traktować i używać - skórę ciała odżywiła i zregenerowała a nade 
wszystko ukoiła. Podrażnienia, które towarzyszyły mi na co dzień, uporczywy swędzenie i inne 
nieprzyjemności ustąpiły. Po każdym zabiegu, spod prysznica wychodziłam jak nowo narodzona.


Skóra była czysta, gładka, miękka i pachnąca a ja zrelaksowana, jakbym z siebie wszystko zmyła.
Maskę można tak jak już zresztą wspomniałam używać jako peeling - tak też czynię - nie pieni się 
zbytnio, ale skórę oczyszcza a drobiny złuszczają naskórek. Niemniej funkcja właściwa czyli 
maskowanie jest najmilszym rytuałem, maskę nanoszę na kilka minut, jest gęsta, bardzo treściwa
 i nie spływa mimowolnie po ciele. Jedyne co to nie nawilża tak bardzo jakbym sobie tego życzyła.
 Maska do twarzy to maska pudrowa z cyklu „zrób to sam”. Miałki proszek z mikroskopijnymi 
cząstkami herbaty, wzbogacony o skórkę cytryny i limonki mieszamy z wodą lub jak kto woli z 
olejkiem. Ów połączenie daje kremową papkę, którą należy nanieść na oczyszczoną skórę twarzy. 
Taki kompres faktycznie chłodzi skórę, cera uspokaja się od momentu nałożenia, chwilę później 
maska zastyga. W trakcie zwilżam ją wodą termalną lub bazą pod maski Origins KLIK  łatwiej też
 ją zmyć tym sposobem. Kilka minut później cera wraca do równowagi a i mi od razu jest lepiej :)
Skóra jest świetlista, odżywiona, zmęczenie idzie w zapomnienie, oddaję się chwili dla siebie.


"RitualiTea™  jest pierwszą kolekcją całkowicie opartą na herbatach i zainspirowana rytuałami jej 
picia i parzenia, w połączeniu ze zdrowotnymi korzyściami płynącymi z ich składników. Cztery wersje
 zmysłowych i skutecznych maseczek do twarzy w proszku oraz masek do ciała, pozwalają odzyskać 
czas tylko dla siebie (#MeTime). Wraz z wprowadzeniem na rynek maseczek do twarzy w proszku 
Origins RitualiTea™ Powder Face Mask i masek do ciała RitualiTea™ Cleansing Body Mask,
 koneserzy piękna mogą wziąć pielęgnacje skóry w swoje ręce i stworzyć własny produkt, 
bazując na swoich osobistych preferencjach."


Kiedy miałam w planach napisanie o tych maskach miało być miło i przyjemnie,  tak się  
 wkrótce stało. Przez cały dzień czekam tylko na ten moment gdy wrócę do domu i zapodam sobie 
jedną czy drugą, ukoję skórę, wycieszę nerwy. Wierzę, że i Wy znajdziecie czas na herbatkę :P Ceny
masek do twarzy: 45g - 159 zł i do ciała: 150ml - 139 zł, dostępne w sklepie firmowym i w Sephorze.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za każdy pozostawiony komentarz :)
Na wszystkie pytania odpowiem pod danym postem.
P.S. Spam i autoreklama będą usuwane!!!