}

niedziela, 8 maja 2016

Benefit, Hoola Zero Tanlines i Dew the Hoola

Mam 1001 bronzerów, ale number one jest tylko jeden! Hoola - kultowa, ukochana, najlepsza pod 
słońcem. W tym sezonie dołącza do niej bronzer w płynie i żel brązujący do ciała. Jak to działa??






Hoola, Zero Tanlines, Żel brązujący do ciała


Raz, dwa, trzy… opalona jesteś Ty !
Hoola, to Twój nowy pomocnik sezonu bikini.
Żegnajcie samoopalacze… Nie będziemy tęsknić za waszymi wadami.


Za co go kochamy ?
Dzięki nie wymagającemu użycia dłoni aplikatorowi oraz lekkiej żelowej konsystencji Hoola Zero Tan Line zapewni Ci naturalną i piękną opaleniznę. Żegnajcie ślady, zacieki i plamy. Witaj seksowna opalenizno.
Formuła utrzymuje się aż 12 godzin, nie ściera się, nie brudzi ubrań i nie zostawia widocznych linii. Dodatkowo delikatnie pachnie słoneczną plażą. Wykorzystaj te 12 godzin, najlepiej w negliżu!

Jak stosować ?
Złocista opalenizna już w kilka sekund po aplikacji ! Bonusowo, w trakcie aplikacji stopniowo uwalnia się zapach słonecznej plaży…
Delikatna zdrowa opalenizna:
Za pomocą ukrytej w zakrętce gąbeczki zaaplikuj wyciśniętą z tubki porcję żelu ( bez użycia palców złotko!). Wmasuj kosmetyk kolistymi ruchami w ramiona, plecy i nogi.







 Moja bladość nad bladościami lubi się z brązerami a i nie omieszkam stosować wspomagaczy typu 
samoopalacze. Na chwilę dłuższą lub krótszą, ostatnio zachwycałam się olejkiem samoopalającym
KLIK, polecam także takie wynalazki jak rajstopy w spray'u Lirene KLIK. Zero Tanliners do ciała
zaciekawił mnie formułą. Żelowa jak nazwa wskazuje, zapach daleki od typowych samoopalaczy
(brak DHA) i wygodny aplikator w gąbce - to wszystko sprawia, że rozpływam się nad nim. W
 jakże gustownym opakowaniu (Benefit kolejny raz przeszedł sam siebie!), tubie niestandardowej 
pojemności 147 ml (149 zl) zapakowano jak do walizki morze słonecznych promieni. Kosmetyk
rozprowadzamy gąbeczką, gładko, z lekkim poślizgiem, najlepiej na okrągło, bez brudzenia i łapek i
wszystkiego wokoło. Bez plam, zacieków, przebarwień - kolor nóg, rąk i czego tam chcecie w lot 
zmienia się w bursztynową, naturalną opaleniznę. W moim przypadku nie przesadzam z ilością, 
wyglądałabym śmiesznie, jedna warstewka mi w zupełności wystarcza - stąd też wnoszę, że i długo 
będzie mi ten produkt jeszcze nadawał koloru.  Zmywa się go równie łatwo jak nakłada - wodą z 
dodatkiem mydła, ulubionego żelu, przed aplikacją dbam o to by ciało było wydepilowane, robią 
także peeling. Dzięki takim zabiegom odcień utrzyma się dłużej, w domowym pieleszach cały dzień.





Dew the Hoola, Bronzer matowy do twarzy


Hoola-là... Efekt naturalnej i zmysłowej opalenizny przez cały rok!

Za co go kochamy ?
Jego delikatna i lekka konsystencja dosłownie wtapia się w skórę, a gładkie i matowe wykończenie zapewniają efekt świetlistej opalenizny bez drobinek opalizujących. Naturalny blask bez zbędnego brokatu !

Jak stosować ?
Aplikuj pędzlem lub palcami. Może być stosowany na czystą skórę lub na podkład.
Sposób 1: Nałóż płynny bronzer Dew the Hoola na czystą twarz lub na podkład dla efektu promiennej i zdrowej cery.
Wskazówka : Oszukuj trochę kotku! Dla efektu porównywalnego do tygodniowego urlopu na Hawajach zastosuj Dew the Hoola na całej twarzy a następnie w strategicznych miejscach (grzbiet nosa, policzki, broda i szczyt czoła) dołóż oryginalny bronzer w pudrze Hoola.
Sposób 2: Dla efektu świeżej niczym piana morska cery nałóż odrobinę Dew the Hoola na szczyt kości policzkowych, wzdłuż linii nosa i szczęki oraz linii włosów. Jedyne czego Ci teraz brakuje to kwiaty we włosach!






W mojej kosmetyczce przeważają bronzery prasowane (tuż za Hoola mogę polecić bronzery Artdeco 
KLIK), ale też niczego sobie są te sypkie, mineralne (Annabele Minerals KLIK czy Vita Liberata). Nie
 oznacza to, że zamykam się na te płynne czy kremowe konsystencje, jest ich coraz więcej i coraz lepiej
się w nich czuję. Dew The Hoola w tym niewielkim (30 ml/135 zł), jakże zgrabnym opakowanku z
pompą (typu airless) to matowy bronzer maści koloru mlecznej czekolady bez żadnych drobin. Płynny,
leciutki, delikatnie podkreśla miejsca kluczowe, rzeźbi naszą twarz jak i gdzie tylko chcemy. Wtapia
się jak błyskawica i dlatego też najlepiej mi z nim pracować pędzlem typku skunks, na koniec bywa, że
 go wklepuję jeszcze palcami. Metody są różne - jak to się mówi wszystkie chwyty dozwolone - można
go nakładać na całą twarz, szyję, dekolt  a także mieszać z podkładem. Efekt jest bardzo naturalny,
matowo-satynowy, odcień  trafiony w punkt, żadna solara, a to wszystko umila uroczy kwiatowy zapach.
 Oba te cuda wchłaniają się ekspresowo, nie cierpię stać jak strach na wróble i czekać aż produkt wyschnie.
W tym przypadku też nie musicie obawiać się trudności w nakładaniu a makijaż utrzymuje się równie
 długo co ten "pudrowy". Co ciekawe bronzer Hoola w kamieniu i w płynie a także w żelu różnią się od 
siebie kolorystycznie - są one jednak tak uniwersalne, iż każdej będą pasowały, blondynce i brunetce.





Bronzer do ciała od razu poszedł w ruch - przetestowany w warunkach ekstremalnych - 26 stopni odnotowano
 wczoraj w Holandii! Z Dew The Hoola lubimy się, ale moje serce pała większą miłością do  'kamienia' :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za każdy pozostawiony komentarz :)
Na wszystkie pytania odpowiem pod danym postem.
P.S. Spam i autoreklama będą usuwane!!!