}

czwartek, 29 października 2015

Nowości, Glov, Origins, Lush, True Organic

Dzisiejszy post mogłabym nazwać różnorako, zmiany w pielęgnacji, nowości pielęgnacyjne, codzienna 
rutyna czy pielęgnacyjny rytuał. Do mojej codziennej pielęgnacji wdrożyłam kilka produktów do twarzy,
 mocno skupiając się na maskach i oczyszczaniu. Nie rozdrabniając się przedstawię je i krótko opiszę.

 

Na dobry początek jeszcze mało znana maska regenerująca amerykańskiej marki Origins (pełna je
nazwa to Retexturizng Mask wiht Rose Clay), która od niedawna ma swój sklep firmowy w Polsce 
(pierwszy w Europie! mieści się w Galerii Mokotów) a dostępna będzie także w Sephorze! Ta maska 
to takie 2 w 1, oczyszcza skórę i przywraca jej blask. Mocno różana, oparta jest na glince różowej - 
ta wydobywany jest z Morza Śródziemnego - świetnie oczyszcza pory. Silny ekstrakt z kanadyjskiej 
wierzbówki kiprzycy pomaga przywrócić jasność i świetlistość skóry, aby odtworzyć jej wcześniejszy
 blask. Idealna do skóry wrażliwej, ma działanie tonizujące i odświeżające. Maskę należy stosować 
raz, góra dwa razy w tygodniu, ale już po pierwszej aplikacji daje się odczuć jej cudowne działanie. 


Powrót do Lusha i dwa kosmetyki, które tak bardzo chciałam spróbować od dawna, Lush'a w Polsce 
jak nie było tak nie ma dalej i nic nie zapowiada, że będzie, niestety. Po kosmetyki wysłałam kuriera do 
samej Holandii, do rąk własnych dostarczył mi sławny czyścik Angels on Bare Skin i maskę Mask 
of Magnaminty. Jak miła Pani w sklepiku Lusha stwierdziła niezła to mieszanka, wręcz bombowa! ;)



"Angels on Bare Skin jest LUSHowską wersją obłędnie drogiej średniowiecznej recepty dbania o skórę. 
Unikalne, drogie olejki eteryczne zostały sprowadzone do Europy przez krzyżowców którzy podbili 
Arabską medycynę; bardzo szybko zostały zakazane przez kościół przez swoja możliwość do zmieniania
 samopoczucia - diabelskie dzieło! W każdym razie, finałowy rezultat wynosił kosmetyk 1, kościół 0. 
Olejek różany i lawendowy zostały wynalezione po to żeby dokonywać wspaniałych rzeczy ze skórę". 

Tak o Angels o Bare Skin mówią internety a ja od siebie mogą dodać, że jest to idealny kosmetyk 
do mieszanej cery. Bazujący na glince białej ma w sobie zmielone migdały i kwiaty lawendy - gęsta 
masa w kontakcie z wodą zamienia się w papkę przypominającą ziołową maskę a działającą jak 
peeling. Masuję nią skórę twarzy oczyszczając ją z zanieczyszczeń czemu towarzyszy jeden z 
moich ulubionych zapachów lawendy. Skład ma zacny, liczne olejki: różany, rumiankowy, z 
aksamitki działają niezwykle korzystnie na skórę twarzy, szkoda jednak jej dla całego ciała! ;) 




"Głęboko oczyszczająca maseczka, zawierająca m.in. kaolin, bentonit, miód, fasolkę i mięte pieprzową. 
Dający zielone zabawienie chlorofil rozjaśnia, mielona fasolka Aduki delikatnie pilinguje, zaś mięta 
pieprzowa dezynfekuje, chłodzi i odświeża skórę. Skóra staje się rozjaśniona, odświeżona i dobrze 
oczyszczona. Polecana również jako maska na plecy dla skóry zanieczyszczonej, skłonnej do wyprysków".

Ta zielona pasta czyli Mask of Magnaminty jest mega orzeźwiająca, przyjemnie chłodzi i koi skórę
 twarzy. Nakładam na ją na kilka minut i zmywam. Lepka zastyga na skórze, ale nie ściąga jej, nie
wysusza. Daje poczucie oczyszczenia, mam wręcz wrażenie, że wyciąga ze mnie zanieczyszczenia i
zaskórniki. Ma także zapobiegać niedoskonałościom, działam więc profilaktycznie stosując ją raz w
tygodniu. Nie zauważyłam aby szczególnie rozjaśniała, może za to powodować zaczerwienienia.




"Intensywny krem ​​do niezwyczajnej pielęgnacji. 95% certyfikowanych składników organicznych, 
100% składników naturalnych. Skuteczny i szybko działający dzięki skoncentrowanym naturalnym 
składnikom organicznym. Każdy z nich świetnie działa sam, ale kiedy pracują ramię w ramię, stają 
się szczególnie silne i stymulujące. Wszystkie składniki są zatwierdzone przez Cosing (dyrektywa 
UE do spraw kosmetyki).  Bez parabenów, olejów mineralnych, siarczanów lub barwników". 

Szwedzki krem True All You Need is Mee to organiczna pozycja ze sklepu Organicall.pl. Jest u mnie 
od kilku tygodni i wyrobiłam sobie już o nim dobre zdanie. Krem wielozadaniowy chroni skórę przed
 zimnem i wiatrem, łagodzi podrażnioną i zaczerwienioną skórę a nawet drobne oparzenia słoneczne. 
Polecany do pielęgnacji całego ciała, nawilża suchą skórę, małych i dużych. Zważywszy na jego dosyć
 niespotykaną silnie skoncentrowaną konsystencję - ma postać i zapach maści - stosuję go miejscowo 
na przesuszone miejsca czy rany. Działa natychmiastowo, nawilżając i regenerując skórę. To zasługa 
idealnego składu, w którym zawarto: olejek rycynowy, wosk pszczeli, oliwę z oliwek, masło shea, 
olej z nasion jagód i witaminę E. Co więcej opakowanie tego kremu powstało z trzciny cukrowej.



"Glov Hydro Demaquillage maksymalizuje działanie wody i usuwa starannie cały makijaż.
Delikatne włókna usuwają z powierzchni skóry nawet głębokie zanieczyszczenia, zachowując 
jednoczenie naturalny poziom bariery hydro-lipidowej. Skóra staje się idealnie czysta i miękka 
w dotyku.  Glov Hydro Demaquillage nawilża twoją skórę i delikatnie pilinguje jej powłokę. 
Przywraca komfort, a także zapewnia matowy wygląd".

Zamieniłam mocno eksploatowaną szczoteczkę Foreo Luna KLIK na słynne ściereczki GLOV
innowacyjne rozwiązanie w trzech wydaniach: standardowa GLOV Comfort, mniejsza na dłoń 
GLOV on-the-go i maleństwo na paluszek Ouick Trick. Cudowna rękawica z mikrowłókna, odkrycie 
polskiej marki do usuwania makijażu samą wodą, niezwykle pomocne do zmywania tych wszystkich 
masek. Tajemnica tych ściereczek to specjalne mikro cienkie włókna, o specjalnym kształcie i 
przekroju, które penetrują strukturę twarzy oczyszczając ją z zanieczyszczeń. W skład tych włókien 
wchodzi poliamid odpowiedzialny za absorbcje wody i poliester za absorbcje tłuszczy. Przyznam się,
 że nie wierzyłam, iż kawałek materiału może aż tyle zdziałać! Póki co (odpukać) nie odbarwia się :)

 


I to by było na tyle, reszta grzecznie czeka w kolejce na swoją kolej ;) Dla przypomnienia pod oczy
 stosuję nieustająco krem Kiehl's z awokado KLIK, wykańczam pianki GlamGlow, które są bez dna
KLIK ! Króluje także u mnie olejek Estee Lauder KLIK a całej reszcie opowiem już innym razem...

P.S, Origins dostępne w Sephorze od 14.12.2015 :) KLIK

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za każdy pozostawiony komentarz :)
Na wszystkie pytania odpowiem pod danym postem.
P.S. Spam i autoreklama będą usuwane!!!