}

czwartek, 17 września 2015

Vita Liberata, Luxury Tan

Jak podają meteorolodzy mamy tak gorący ostatni dzień w tym roku. Koniec z opalaniem, ale ja 
nie płaczę ;) Naturalnie nie opalam się, nie mogę i nie lubię, a jak już to spalam się na raka raka. 
Tegoroczne wakacje a właściwie kilka dni spędziłam nad naszym polskim morzem. Nie leżałam 
plackiem, choć pogoda dopisała, to nieźle wiało, temperatura wody zabraniała wszelkiej kąpieli, 
ale nogę zanurzyłam co nieco. Na te błogie chwile właściwie się przygotowałam, wśród spalonych 
słońcem nie odstawałam znacząco kolorytem skóry. Zasługa to dwóch organicznych kosmetyków -
do ciała pianki-samoopalacza i do twarzy maseczki samoopalającej irlandzkiej marki Vita Liberata.


Po tym przydługim wstępie kilka słów o marce, jak mówi ambasador Vita Liberata w Polsce:
W tym momencie dzięki wysokiej jakości produktów oraz łatwości w użycia firma działa już w 22
krajach oraz ma wielu fanów wśród zagranicznych gwiazd. Jesteśmy także liderem wśród produktów
samoopalających w najlepszych SPA na całym świecie. Kosmetyki Vita Liberata pozbawione są
zapachu parabenów, alkoholu i są szybkie oraz łatwe w użyciu. 80 % składników jest pochodzenia
organicznego! Idealnie zanikające bez smug i zacieków, z technologią Moisture Lock - 72 godzinne
 nawilżania oraz bezzapachowe, co w produktach samoopalających jest ogromnym atutem. Marka
posiada szeroki wybór preparatów zarówno jednodniowych zmywalnych, o trwałości 5-7 dni jak i
utrzymujących się nawet do 3 tygodni (pHenomenal 2-3 week Mousse), co czyni ten preparat jedynym
dostępnym na rynku światowym o tak długiej trwałości! Nasze nowości - jak jedyny dostępny w
 sprzedaży na świecie mineralny puder brązujący z efektem samoopalającym oraz nawilżająca
 maska na noc dająca efekt skóry muśniętej słońcem ciszą się wielkim zainteresowaniem!" "
 Doświadczenie z samoopalaczami przyznaję mam znikome. Ku temu jest a właściwie było kilka 
powodów. Brzydki smrodek, zacieki, brudne ręce i wszystko wokoło. Boję się takich specyfików
 jak diabeł wody święconej, jedyne co to stosowałam brązujące balsamy do ciała i rajstopy w sprayu 
KLIK. Po wielu przychylnych recenzjach kosmetyków Vita Liberata i spojrzeniu na skład obawa nie
 ustąpiła, ale ochota wzrosła by w końcu się przełamać. Z pewną nutą ostrożności, ale pozytywnie 
nastawiona i nade wszystko odpowiednio przygotowana (depilacja KLIK, peeling ciała KLIK i
oczyszczenie twarzy KLIK) przystąpiłam do jakże przyjemnych działań, zmieniamy kolor! ;)


  Vita Liberata, Self Tanning Night Moisture Mask 


"Odżywcza maska przez całą noc dogłębnie nawilża skórę i zapobiega jej starzeniu nadając jej
równocześnie subtelny efekt brązujący i niesamowite rozświetlenie. Składniki zawarte w masce 
zapewniają intensywne nawilżenie, całonocne odmładzanie skóry zaś rano pozostawiają ją pełną
blasku i energii.  Ziarna słonecznika zawierają witaminę A, C oraz D o działaniu łagodzącym i
pielęgnującym, tokoferol zapobiega powstawaniu wolnych rodników zaś wyciąg z jabłek
spłyca drobne linie mimiczne oraz zmarszczki."

Skład maski: Aqua (Water, Eau), Helianthus Annuus Seed Oil, Dihydroxyacetone, Butyrospermum Parkii Butter (Beuree), 
Glyceryl Stearate, Theobroma Cacao Seed Butter (Beurre), Cera Alba, Glycerin, Sodium Stearoyl Glutamate, Sucrose 
Stearate, Olea Europaea Friut Oil, Linum Usitatissimum Seed Oil, Aloe Barbadensis Leaf Juice Powder, Erythrulose, 
Coco-Glucoside, Tocopherol, Xanthan Gum, Lactic Acid, Dehydroacetic Acid, Benzyl Alcohol, Artemisia Umbelliformis
 Extract, Pyrus Malus (Apple) Fruit Extract, Actinidia Chinensis (Kiwi) Seed Oil, Pectin, Chlorella Vulgaris/Lupinus 
Albus Protein Ferment, Linum Alpinum Extracxt, Malva Sylvestris (Mallow) Flower Extract, Anthemis Nobilis 
(Chamomile) Flower Oil, Polyacrylamide, Laureth-7, Citrus Aurantium Amara (Bitter Orange) Flower Oil

 

Poczynając od opakowania, po skład a wreszcie efekt - maska mieści się w tubce 65 ml pojemności i
jest koloru jasnego, delikatnie waniliowego o naturalnych, miłych dla nosa nutach zapachowych z 
gatunku roślinnych i owocowych. Kolor maski nie zmienia się sam w sobie, to nie lada zagadka jak 
brązuję skórę. Konsystencja jej jest kremowa, niewątpliwie przyjemna, na skórze nie zastyga a 
jedynie co pozostawia leciutki film, z tego również tytułu nanoszę jej małą warstewkę przez co
 też lepiej się wchłania. Maskę nanosimy na oczyszczoną twarz, szyję i dekolt, rano zmywamy - 
nic prostszego. Tak też pozostawiam ją aż do rana by się obudzić z pełną blasku, gładką, 
nawilżoną, odżywioną i wreszcie o zdrowym kolorycie skórą. Twarz nabiera w moim bladym 
przypadku złocistego odcienia, nic z pokroju brązu solarowego, bez pomarańczowym tonów. 




Różnica kolorystyczna jest widoczna już po pierwszej aplikacji i zapewne gdybym stosowała ją
codziennie była by znacząca. Wyglądałabym jednak śmiesznie, odcięta od całej reszty ciała stąd też
takie zabiegi stosuję rzadko, czasem powtarzam 2 razy w tygodniu. Przy ciemniejszej karnacji efekt
wierzę byłby spektakularny. Za właściwy koloryt opalenizny z tubki tudzież butelki odpowiedzialny
jest składnik zwany dihydroksyaceton (DHA), wszystkim zapewne znany z podobnych chociażby
preparatów. Jak już wspomniałam nie stosuję szpachli i nie za często nakładam maskę co daje to
doprawdy minimalne jej zużycie, ale wydajność to rzecz subiektywna podobnie z trwałością
opalenizny. Niezwykle twarzowy kolor znika niezauważalnie, tak jak po aplikacji tak tutaj 
odbywa się to równomiernie, bez różnic kolorystycznych, plam, zacieków, przebarwień etc. 




 Dużą, wielką wręcz zaletą jest nie tyle co zmiana odcienia skóry, ale to jak maska wpływa na jej
stan, na poprawę nawilżenia a to da się bardzo szybko, zaledwie w  ciągu jednej nocy zaobserwować.
 Mówi się tu o HyH2O™ Technology dla intensywnego nawilżenia i zapobieganiu starzenia się
skóry, poprawie jej sprężystości, przy regularnym stosowaniu jest to ponoć zauważalne. Tokoferol
czyli jedna z form witaminy młodości broni skórę przed szkodliwym działaniem wolnych rodników
a wyciąg z jabłek wygładza drobne linie mimiczne oraz zmarszczki.  Zgłębiając dalej skład,
podkreślam organiczny, bogaty jest on: w olej z nasionek słonecznika, oliwę z oliwek, olejek
eteryczny z neroli masło shea i kakaowe, wosk pszczeli, sok aloesowy, kwas mlekowy, glicerynę,
oprócz ekstraktu z jabłek są także wyciągi z kiwi, z lnu alpejskiego, malwy, rumianku i
wierzbownicy i niespotykanie brzmiące: ekstrakt z bylicy alpejskiej i proteiny chlorelli zwyczajnej -
te ostatnie wykazują właściwości odmładzające. Tu mogę stwierdzić, że jest to taka maska 3w1 :)

  Vita Liberata, Fabolous Self Tan Mousse Medium


"Niezwykle lekka formuła musu nadaje naturalną złotą opaleniznę. Moisture Locking System
intensywnie nawilża skórę zaś technologia Odour Remove sprawia, że preparat pozbawiony
 jest przykrego zapachu. Organiczne składniki powodują, że kolor zanika w równomierny
 sposób, zupełnie jak naturalna opalenizna".

Skład pianki: Aloe Barbadensis (Aloe Vera) Leaf Water, Dihydroxyacetone, Cocamidopropyl Betaine, Saccharide 
Isomerate, Tocopheryl Acetate, Cucumis Melo (Melon) Fruit Extract, Hyaluoronic Acid, Vitis Vinifera (Grape) Seed
 Extract, Ginkgo Biloba Leaf Extract, Fucus Vesicolosus (Bladderwarck) Extract, Litchi Chinensis (Lychee) Fruit 
 Extract, Rubus Ideaus (Raspberry) Seed Extract, Hydrolysed Silk (Soie), Glycyrrhiza Glabra (Licorice) Extract, 
Sosium Benzoate, Potassium Sorbate, Citric Acid, CI 17200 (Red 33), CI 4090 (Blue 1), CI 19140 (Yellow 5)



 Tu dla odróżnienia mamy produkt w butelce z dozownikiem, znacząco więcej bo aż 100 ml. 
Oszacowanie na ile produkt wystarczy jest niełatwą sprawą, podobnie jak maska ma ważność 6
 miesięcy od otwarcia. Co do dozowania - dozownik ułatwia cały proces, potrząsamy butelką i
 wydobywamy ciemno-brązową, lekką i puszystą piankę. Zapachu nie sposób określić, ale tak jak
wszystkie kosmetyki Vite Liberata jest on Odour Remove co oznacza, że nie tylko nie odurza, ale nie
odstrasza, daleko mu od spalenizny. Pianka a właściwie mus na dłoni spieniona zaraz się rozpuszcza i
 ją dosyć trwale barwi, stąd tu konieczne zastosowanie jest specjalnej rękawicy (29 zl). To narzędzie
dobrze już znam i wiem jak jest pomocne dla równomiernego nałożenia produktu, idealnie leży na
dłoni, szybko i wygodnie nim się operuje. Tak więc piankę nanosimy na wewnętrzną stronę to jest na
cielistą, miękką gąbkę. 5-10 pompek na jedną partię ciała preparat nakładam kolistymi ruchami.


 


Na partie stopy, łokcie, kolana, dłonie producent zaleca aplikację mniejszą ilością produktu. W chwili
kontaktu kosmetyku ze skórą widać jak łapie ona koloryt, gdzie i ile dołożyć, tu także nie ma co bać
się niedoskonałości. Co jeszcze istotne skóra przed samoopalaniem musi być sucha, odtłuszczona -
pisze o tym gdyż większość peelingów zostawia tłustą powłoczkę. Produkt na ciele pozostawiamy 4-8
godzin, obserwując zachodzące zmiany i stopień opalenizny, wiadomym, że jasna skóra potrzebuje
więcej czasu. Efekt takiej opalenizny utrzymuje się od 4 do 7 dni, pierwszy prysznic zmywa troszkę,
 podobnie jak dzieje się z farbą do włosów. Kolejne kontakty z wodą były już bezbarwne, koloryt
schodził naturalnie, nie odbarwiał odzieży, jedynie bieliznę w upały mógł naznaczyć, ale takie rzeczy
 chyba są nieuniknione.  Zarówno maska jak i pianka nie wywołały ani podrażnień ani trwałych
odbarwień na skórze. Już jak wyżej pisałam mają wiele właściwości pielęgnacyjnych, w piance
zastosowano Moisture Locking System, który nawilża ciało, co wzmaga ekstrakt z aloesu i kwas
hialuronowy. Skład pianki jest równie imponujący, liczne ekstrakty m.in. z melona, liczi, winogron,
 miłorzębiu japońskiego, maliny oraz proteiny jedwabiu dbają o kondycję skóry i jej jędrność.


Podsumowując przytoczę jeszcze jedno zdanie: "zastosowanie rewolucyjnych technologii Moisture 
Locking,  Odour RemoveTM, efektu wysychania w momencie kontaktu ze skórą, naturalnego koloru 
oraz idealnego zanikania opalenizny sprawia, że produkty marki Vita Liberata są najbardziej 
zaawansowane technologicznie na świecie". W moim, sauriowym świecie z pewnością jest to duży
 przełom i choć nie jestem fanką i już nie będę stosowania samoopalaczy okrągły rok, to od czasu do
 czasu sięgnę po nie, latem czy też gdy najdzie mnie ochota i wspomnienie słonecznych dni. Gdzie
zatem tego słoneczka szukać? W niemal każdym zakątku świata, w drogeriach, salonach urody i
SPA, w Polsce na wyciągnięcie ręki w Sephora (pianka 109 zł, maska 149 zł) również online KLIK.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za każdy pozostawiony komentarz :)
Na wszystkie pytania odpowiem pod danym postem.
P.S. Spam i autoreklama będą usuwane!!!