}

wtorek, 24 lutego 2015

LilyLolo, Tickled Pink

... czyli prasowany róż mineralny. Lekko połyskujący, różowo-brzoskwiniowy, niezwykle dziewczęcy, ale
 odmładzający zarazem. Idealny dla bladolic, bo nie każdy róż musi być wściekle PINK! ;)



"Aksamitnie miękkie i łagodne dla cery, prasowane róże do policzków Lily Lolo za sprawą swojej świetnej pigmentacji
 doskonale sprawdzą się w lekkim, naturalnym makijażu, oraz gdy będziesz chciała mocniej podkreślić rumieńce". 



Doczekaliśmy się w końcu różu prasowańca, w małym, okrągłym pudełeczku z lusterkiem. Mi to bardzo jest
 na rękę, choć doszłam już do wprawy z minerałami to taki róż w sam raz mieści się w kosmetyczce.


Konsystencja jego jest jedwabiście kremowa, nie ma prawa się pylić! Nie można też z nim przesadzić, efekt jest 
subtelny, twarz rozświetlona, na szczyty kości dodałam KLIK:) Intensywność koloru można oczywiście stopniować.



Róż ten nie pachnie jak kwiatki, jest naturalny, odpowiedni dla wegan. W skład jego wchodzą: wyciąg z mikołajka 
nadmorskiego i olejek arganowy mające właściwości przeciwstarzeniowe oraz nawilżający olejek jojoba. 



Do aplikacji różu używam skośnego, milusiego pędzla LilyLolo Blush Brush KLIK. Róże prasowanej formule są 
do nabycia w sklepie Costasy w cenie 54,90/4g a sypańce jak jak chociażby Ooh la la KLIK 42,90/3g

    Brak komentarzy:

    Prześlij komentarz

    Dziękuję za każdy pozostawiony komentarz :)
    Na wszystkie pytania odpowiem pod danym postem.
    P.S. Spam i autoreklama będą usuwane!!!