}

niedziela, 4 września 2011

PAZURKOWY POST nr 8

Rzadko teraz mogę poszaleć z kolorem ;/ Postanowiłam też zamienić neony na coś bardziej na czasie, jesiennego… W moje ręce przypadkiem trafił lakier firmy Safari w odcieniu 50 mocno bordowym. Niestety znów był to niewypał… 


Nauczona wcześniejszym doświadczeniem pod lakier nałożyłam mleczną bazę – niestety ciemne kolory bardzo odbarwiają płytkę! Następnie pomalowałam dwie warstwy z odstępem czasu przynajmniej pół godziny. Lewa ręka wyszła jako tako, na prawej widać smugi. Nic to, lakier w dwóch miejscach zahaczyłam, choć minęło już z 3h! A na koniec – rano czekała mnie przykra niespodzianka – poodbijana pościel na połowie paznokci :(
 
Postanowi łam ratować to, co pozostało – delikatnie zmyłam wacikiem ze zmywaczem cienką warstewkę lakieru a następnie nałożyłam bezbarwny top coat. I tu kolejny zonk – wyskoczyły mi paskudne kropeczki ;/ Ten sposób jak dotąd sprawdzał mi się  nawet na kiludniowym manicure… Można by oczywiście nałożyć pękacz lub zrobić mat, ale tego efektu osobiście nie lubię. Pozostało mi zmyć to paskudztwo i raz na zawsze pożegnać się z lakierami tej firmy!

P.S. tym samym muszę się pożegnać (przynajmniej na jakiś czas) z pazurkowymi  postami – mój aparat oddaję do naprawy :(((

3 komentarze:

  1. Powiem Ci, że ja z kolei lubię lakiery tej firmy. Nigdy nie miałam takich przygód z nimi :)
    Pozdrawiam cieplutko :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Martuś - jestem widocznie wyjątkiem od reguły ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Sama nie miałam żadnego lakieru z Safari, ale jestem ciekawa trochę jakby się sprawdził u mnie... Bo niektórzy zadowoleni, niektórzy nie...
    Ohh.. Niecierpię jak lakier schnie nie wiadomo ile :<

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy pozostawiony komentarz :)
Na wszystkie pytania odpowiem pod danym postem.
P.S. Spam i autoreklama będą usuwane!!!